Oprócz kartek narodziły się ceny komercyjne, czyli specjalne sklepy, gdzie było mięso i wędliny, ale po wiele wyższych komercyjnych cenach. Nazwano je pieszczotliwie "Komercjuszkami". Socjaliozm dalej umacniał swoją przewodnią rolę. Po strajkach radomskich Biuro Polityczne PZPR wymyśliło wiece poparcia, w tym również artystów. Byłem na takim zjeździe wiodących luminarzy kultury u sztuki w Zielonej Górze w 1977 roku. Niecałe 3 miesiąc później powstał Komitet Obrony Robotników KOR. Kupiłem nowy adapter "Bernard" stereo i pierwsze płyty analogowe w komisie w księgarni muzycznej "Pro musica", był to longpay Roxy Music "Manifesto". Złożyłem swoją pierwszą książkę poetycką na ręce p. Magdy Hałasowej, sekretarza ZLP PT. "Nie ma między nami różnicy". Wcześniej wydałem w ramach OTO Kalambur "Opis rzeczy szczególnie martwych", pod red. Jana Stolarczyka. W tym też roku otrzymałem ex aequo z Piotrem Bratkowskim drugą nagrodę w konkursie Jednego Wiersza Warszawskiej Jesieni Poetyckiej. Byliśmy gośćmi "Starej Prochowni", gdzie Ryszarda Hanin i Wojciech Siemion czytali nasze teksty. Piłem albański koniak Skënderbeu, paliłem "Gauloises" z przemytu, jadłem węgierskie salami. Za oknami szary socjalizm kończył pewną dekadę...

Oryginalny plakat, którego kopię miałem w domu
Poznałem co to suspens
Pamiętam jak dzisiaj, gdy straszono nas
trzecią wojną światową, stonką, a matkę
i mnie domem dziecka, na ekranach kin
leciała „Psychoza” Hitchcocka, a w telewizorach
„Ścigany” i „Dr. Kildare”, my baliśmy się
trzciny pana Czai i kurzajek, nasi rodzice
końca miesiąca i pochodu pierwszego maja,
wiedziałem już o końcu świata i czarnej magii,
do poduszki, żebym wyrósł na dobrego człowieka
matka czytała mi „Chatę wuja Toma”
i „Plamę na złotej puszczy”, kiedy słabłem
sąsiadka stawiała bańki, a matka zasłaniała okna
przed bakteriami i stawiała karty, za drzwiami
spluwało się trzy razy za ramię, w peerelu
mieszały się ze sobą socjalistyczny racjonalizm
i zabobony, pamiętam jak zmarłych opłakiwało się
w ich pokojach, gromnice stały na straży, a karawan
na przyczepkę zawoził nas na cmentarz, duchy
Niemców mieszały się z polskimi, zanim poznałem
szekspirowskiego Yorika bawiłem się piszczelami
z kolegami z Oporowa, chodziliśmy nocą
„do parku sztywnych” jak mówił Karol
spod siódemki, a wychodziliśmy na miękkich
nogach potykając się o świeże groby, mieszkały
z nami nasze młodzieńcze strachy, rodzice
traktowali to jak mieszankę wybuchową,
na wszelki wypadek na drzwiach wejściowych.
wieszali pasy i sznury od żelazka.
14.04.2020