"Trudno o lepszy prezent (niekoniecznie pod choinkę) od kilku godzin w towarzystwie wielkich poetów obdarzonych wielkim poczuciem humoru" - Maria Fredro-Boniecka poleca korespondencję "Inne pozytywne uczucia też wchodzą z grę" w grudniowym numerze Vogue. Ten i inne tytuły Wydawnictwa a5 polcają się pod choinkę! .
24 października na Festiwalu Conrada odbyła się premierowa prezentacja tomu listów Wisławy Szymborskiej i Stanisława Barańczaka Inne pozytywne uczucia też wchodzą w grę. Korespondencja 1972-2011 „Siedzimy w tych wierszach stale” W rozmowie na temat książki wzięli udział Ryszard Krynicki Michał Rusinek oraz Piotr Śliwiński Rozmowę poprowadziła brawurowo Magdalena Heydel Korespondencja Wisławy Szymborskiej i Stanisława Barańczaka to nie tylko historia przyjaźni, która połączyła wybitnych poetów, lecz również opowieść o tym, jak przenieść poezję z jednego języka do drugiego, jak przybliżyć ją publiczności (w tym wypadku amerykańskiej), która nie zna istotnych kontekstów kulturalnych, historycznych i politycznych.
Czułe znaki Zacznijmy od wysokiego tonu: to piękne świadectwo bezinteresownej przyjaźni dwojga poetów. Listowna rozmowa, której partnerzy nie odgrywają żadnych ról, kieruje nimi szczery zachwyt. „Uwielbiamy Cię jak chyba nikogo na tym ziemskim padole", pisze w listopadzie '95 Stanisław Barańczak w imieniu własnym i swojej żony Anny. A początek jest zwyczajny. Młody poeta i krytyk redagujący dział literacki w poznańskim miesięczniku zwraca się do znanej poetki z prośbą o wiersze.
Najpierw było oficjalnie: „Wielce Szanowna Pani, pozwalam sobie niepokoić Panią w następującej sprawie: redakcja »Nurtu« byłaby ogromnie zaszczycona i zobowiązana, gdyby zechciała Pani powierzyć nam kilka swoich nowych utworów poetyckich" - pisze Barańczak w kwietniu 1972 roku. Potem już nieco mniej oficjalnie: „Panu Stanisławowi Barańczakowi z sympatia i przyjaźnią" - kreśli w 1976 dedykację Szymborska. Aż wreszcie, gdzieś w połowie kolejnej dekady, „Pan" i „Pani" znikają całkiem, zastąpieni przez „Kochanego Staszka" i „Wspaniałą Wisławę".
Ta korespondencja zaczyna się w roku 1972, dość banalnie: oto pracownik naukowy polonistyki na UAM w Poznaniu (tuż przed doktoratem) i zarazem kierownik działu literackiego w miesięczniku kulturalnym „Nurt" zwraca się do znanej poetki mieszkającej w Krakowie z prośbą o przysłanie do druku kilku utworów poetyckich. Poetka - Wisława Szymborska - nie tylko nie odmawia, ale też - jak się okazuje - wie, kim jest młodszy o pokolenie Stanisław Barańczak, a mianowicie zarówno redaktorem, jak i poetą (ma na koncie dwa tomiki, w tym zapierający dech Jednym tchem") (.
Wydanie korespondencji Wisławy Szymborskiej i Stanisława Barańczaka uważam za fascynującą konieczność. Konieczność odnosi się do oczywistej rangi obojga poetów, fascynacja – do uobecnionej w nich różnorodnej, lecz jednakowo silnej charyzmy obojga autorów. Na charyzmę Szymborskiej składa się inteligencja, lekkość, humor, przekora, krakowski wdzięk, oszczędność słów; o magii Barańczak decyduje inteligencja, paradoks, ironia, cnoty drobnomieszczańskie, sznyt akademicki, skłonność do układania myśli w formę wykładu.
Cena detaliczna: 65.00 zł Cena po rabacie: 55.00 zł